From F. stories


 

This slideshow requires JavaScript.

“Todos sentimos el anhelo de lo salvaje. Y este anhelo tiene muy pocos antídotos culturalmente aceptados. Nos han enseñado a avergonzarnos de este deseo. Nos hemos dejado el cabello largo y con él ocultamos nuestros sentimientos. Pero la sombra de la Mujer Salvaje acecha todavía a nuestra espalda de día y de noche. Dondequiera que estemos, la sombra que trota detrás de nosotros tiene sin duda cuatro patas”.

DOCTORA CLARISSA PINKOLA ESTÉS
M u j e r e s     q u e     c o r r e n    c o n    l o s     l o b o s
Cheyenne, Wyoming (1995)

Cuentos de F. es una serie de dibujos inusuales, que representan historias aparentemente separadas. Pero todos ellos tienen en común una historia – un inquietante y sorprendente cuento de una mujer, una chamàn, una mística, una histérica, una loca. Ella no tiene nada estable en su interior, nada que sea razonable y racional, la mujer es totalmente tambaleante – peligrosa porque es imprevisible. Vive en lugares espantosos, se siente a gusto en los cementerios, en los bosque densos o corriendo en los pantanos. Corre descalza para sentir la terra bajo sus pies. Destruye para construir, mata para dar a luz, roba para regalar. Identificada con lo animal, lo salvaje, lo instinctivo, lo corpóreo. Ella no reconoce nunca ordenes ni prohibiciones. Aparece entre la realidad y los sueños como la dinàmica, fuerte energía y susurra palabras obscenas, en las que se esconde la sabiduria. La mujer constituye un código, un misterio, un hilo enredado.
Dr Katarzyna Lewandowska (curadora de la exposición)

Al realizar esta serie me inspiré en tres mujeras extraordinarias : Barbara Urselin (alemana con pelo exuberante en su cara que vivió en el siglo XVII), Katheri Tekkwitha una india santa que también vivió en el siglo XVII), y la última es una persona ficticia que fue la heroina de la novela de Leonard Cohen, titulada Los hermosos vencidos. Descrubiendo este tema he tejido los motivos de leyendas vascas: estaba especialmente fascinada con las personajes de Mari y las lamias. Me parece que Mari personifica todo lo que significa la Mujer Salvaje. Como la madre tierra, reina de la naturaleza y de todos los elementos que la constituyen. Vive en las cuevas de las montañas, que siempre tradicionalmente se han relacionado con los misterios del nacimiento y de la muerte, como si fuesen las puertas al mundo oculto de los dioses. Las leyendas vascas son un ejemplo donde el paradigma de la Gran Madre siguien vivo y se ha desarrolado. Esta  mujer salvaje simboliza la naturaleza instinctiva de las mujeres; una naturaleza que está amenazada por los modelos rígidos en que la comunidad la intenta forzar. Sin embargo, pese a los obstaculos esta fuerza poderosa, la riqueza de los instinctos buenos, la eterna sabiduria, están aún dentro de las mujeres, siguen siendo palpables.

From F. stories 

 „Czy istnieje obszar tego, co szczególnie kobiece, inny od tego, co istotnie męskie, a ponadto wyróżniający się niekwestionowaną, a zatem zakładaną uniwersalnością kobiet?”[1]

Wydaje się ze nie ma jednego wzoru identyfikacji kobiecej tożsamości. Potwierdzeniem tego jest cykl From F stories. Owszem bohaterką rysunków i obiektów prezentowanych na wystawie jest Kobieta. Jednak o naturze niejednoznacznej. Z jednej strony uległa, wierna – niczym wilczyca, symbol cały czas przeze mnie eksplorowany – z drugiej  bojowniczka, istota buńczuczna, dzika, świadoma swojej seksualności. Ta postawa dwu a może raczej wielobiegunowa objawia się w szeregu form, atrybutów, motywów zaczerpniętych ze społecznego, kulturowego i religijnego kontekstu.

Już  nie tylko ciało – typowo kobiece – determinuje tożsamość bohaterki, ale również jego części sprowadzone do prostych form organicznych – waginalnych. Ta fetyszyzacja ma swą kulminację szczególnie w obiektach min. drzewie (Źródło). Falliczny  charakter pnia, utożsamiany z tym co męskie, patriarchalne natomiast rozłożysta korona  często rozumiana jako kobieca albo matczyna. Tutaj – w obiekcie Źródło – gałęzie układają się w literę V – symbol od dawna łączony z żeńskim pierwiastkiem, dodatkowo sugerującym gest adoracji bądź matczynej, rodzicielskiej opieki. Skojarzenie odwołujące się do fantazmatu Magna Mater, jest zatem ewidentne. Kreując moją  wizję  Drzewa miałam w pamięci twórczość Julii Kunin, której sztuka fascynuje mnie od dawna. Począwszy od obiektów – pseudo zabawek typu Egg Board po przepiękne, ażurowe, organiczne formy wyjęte ze świata flory i fauny, „udomowione” w postaci bibelotów. Są jak organizmy żyjące własnym życiem, Kunin nazywa je kreaturami. Pociąga mnie w nich pewnego rodzaju obślizgłość odrzucająca a jednocześnie pociągająca haptycznością.

Sama dążyłam do tego efektu jednak poprzez zupełnie inne środki. Po pierwsze nie bez znaczenia jest użycie prawdziwego drzewa pełnego bruzd poddanych dalszym zabiegom. Zależało mi na uzyskaniu form sugestywnych poprzez obdarcie kory,  proste ciecia – niczym otwarte rany i ograniczenie skali barwnej do 2 kolorów – czerwieni i bieli.

Symbolika drzewa jest niezwykle ambiwalentna nie dziwi wiec fakt że  ma ono czasem rodzaj żeński, a czasami męski. Jak wspomniałam jego strukturę znamionują cechy falliczne (pień) jak i  kobiece związane z łonem (sęki i otwory w pniu). Cechy te stają się coraz bardziej dosłowne wraz z ewolucją języka: drzewo było rodzaju żeńskiego w języku łacińskim, natomiast w średniowieczu w językach romańskich zmieniono jego rodzaj na męski. W języku polskim ma ono rodzaj nijaki, a wiec znów ma status obiektu „pomiędzy”.

 Źródło wraz z bruzdami staje się  emanacją żeńskiego pierwiastka – wyciągam na światło dzienne tą „wilgotną przestrzeń schowaną wewnątrz, niedostępną dla męskiego  „wszechwidzącego„ oka”[2]. Samo umieszczenie i zawieszenie Drzewa w przestrzeni galeryjnej wynosi – wydawałoby się zwykły przedmiot – do rangi  symbolu , podmiotu o charakterze transcendentalnym.  Drzewo bowiem wedle wierzeń większości dawnych ludów pełnił wieloznaczną rolę – jako siedziba bóstw, mocy, życia kosmicznego, stworzenia, symbol schronienia, płodności, cyklu życia i śmierci. To wśród roślin odpowiednik lwa miedzy zwierzętami. Jako najpotężniejsza roślina kryje w sobie tajemnicę, czczona  jako obiekt kultu, zwłaszcza jako połączenie chtonicznych sił – poprzez korzenie, niebiańskich sfer kosmicznych – korona z życiem na ziemi – pień. W swojej transcendencji stanowi oś świata wokół którego skupia się Ziemia.

Ten dyskurs dotyczący tego co uznawane jest za typowo męskie a żeńskie stał się podmiotem moich dociekań, czego wyrazem jest opisywana wystawa. Kolejnym punktem w dyskusji o  ambiwalencji w tej płaszczyźnie jest fenomen nadmiernego owłosienia u kobiet. A wiec cechy kompletnie niekobiecej sprzecznej z dzisiejszym kanonem zwłaszcza  w dobie  kultu pięknego gładkiego ciała.

Pretekstem do tych poszukiwań stały się opowieści o trzech kobietach. Jedna z nich to bezimienna młoda dziewczyna z kultowej powieści Piękni przegrani L. Cohena. Ta  dzika i nieokiełznana istota której osobliwą cechą  było bujne owłosienie łonowe.

„Codziennym szczotkowaniem nauczyła je spływać niemal piętnaście centymetrów poniżej ud. Tuż pod samym pępkiem malowała sobie (czarną konturówką) oczy i dziurki od nosa. Robiła sobie przedziałek tuż nad łechtaczką rozczesując włosy w dwa symetryczne łuki co sprawiało wrażenie wąsów nad wydętymi różowymi usteczkami spod których pozostałe kędziory zwieszały się na podobieństwo brody […] Dziewczyna zakrywała całe ciało prześcieradłem odsłaniając tylko ten jeden fragment.”[3]

Wspomniana dziewczyna stała się bohaterką rysunku pt. Mędrzec. Kobieta stoi w rozkroku, w swej ekshibicjonistycznej pozie przypomina jedno ze anglosaskich przedstawień Sheela na Gigs. Badacze tego motywu James Jerman i Anthony Weir twierdzą, że umieszczenie wizerunków z rozwartym sromem na murach kościołów miało przedstawiać pożądanie, obrzydliwość płodność i grzeszność kobiet. Zresztą w wolnym tłumaczeniu z celtyckiego Sheela-na-Gig to: „Wiedźma na ścianie”, „Cecylka na gigancie”, „Cycata starucha” lub „Dama z łasiczką”. A zatem wizerunek „grzesznej” kobiety miał funkcje apotropeiczną chroniącą kościół – ostoję patriarchatu przed wybujałą i sprowadzającą na manowce seksualnością kobiet. Co jednakże było hipokryzja, bowiem w dobie krucjat i średniowiecznych pielgrzymek, nagminne było urządzanie przez zakonników domów schadzek dla pielgrzymów.

Naprzeciw mojej „grzesznej” bohaterki umieściłam postać wilka – motyw równie ambiwalentny jak drzewo. Tutaj jawi się jako emanacja męskości, wierności. Niczym rycerz stojący na straży cnót i godności. Jego pysk jednak zainfekowany został już siatką waginalnych form. Zatem czy stał się on ofiarą uroku rzuconego przez swoją towarzyszkę o kruczoczarnych włosach ?

Ten gest zakrycia twarzy kobiety przez spływ czarnych długich włosów jest nieprzypadkowy. Włosy to siedziba siły, mocy magicznych, energii. Są wyrazem pociągu erotycznego zniewalającego mężczyzn w sposób magiczny. Rozpuszczone i rozwiane przypisywane były kobietom upadłym , czarownicom ale i przewrotnie były przejawem pokuty, dziewictwa i niewinności. Komentując ten wątek warto przywołać prace włoszki Virginii Mori, wydaje się ze w jej rysunkach i animacjach, opartych na prostych środkach formalnych wątek związany z włosami – zwłaszcza rozwianymi – wydaje się kluczowy. Funkcjonują one jak żywy organ wyrażający emocje i stany bohaterki/ bohaterek. W nim tkwi tajemnica, dzikość i niewinność zarazem, odwracająca uwagę od czasem drastycznych rytuałów.

Niejednoznaczność kobiecej tożsamości można prześledzić na podstawie losów  kolejnej bohaterki mojego cyklu. Mowa tu o Barbarze Urselin. Historia tej żyjącej w XVII wieku Niemki stała się na tyle inspirująca, że eksploruję  ten wątek w swojej twórczości po dzień dzisiejszy. Portret Barbary U. jest tak naprawdę grą, grą konwencji, prostych skojarzeń – otwór gębowy ryby przypomina kształt waginy. Jednak fascynująca jest również sama postać Barbary, jej tożsamość – zaburzona przez niekobiecą fizjonomię. To że była kobietą w społecznym tego słowa znaczeniu, nie ulega wątpliwości – miała męża, urodziła dzieci. Mało tego była nawet osobą wykształconą, grała na klawesynie. Jednak fakt ze jej twarz i piersi pokrywało owłosienie   degradowało ją jako kobietę, obiekt męskiego zainteresowania. Choć zainteresowanie było, ale chyba nie takie jak oczekiwała. Postrzegana była bowiem jako kreatura z cyrku, którą za opłatą można było ”pooglądać” . Jawiła się jako obiekt drwin,  jarmarczna atrakcja niczym nie różniąca się od innych osobliwości z tzw. Wunderkammer.

Status Barbary jest niejednoznaczny. Widzimy kobietę lecz anomalia – wrodzona wada genetyczna zwana hypertrichiosis languinosa – burzy nam ten wizerunek. To co się nasuwa to jej nie – kobiecość a wręcz nie – ludzkość. Czy mamy do czynienia ze zwierzęconym, dosłownie, człowiekiem? Trudno pominąć fakt co musiała czuć stając się przedmiotem pośmiewiska, spektaklu trwającego cale życie. Jednak analizując ryciny z wizerunkami Urselin wydaje się ona pogodzona ze swą naturą. Jak wspominałam była wykształcona, przedstawiana w strojnej sukni z instrumentem muzycznym ze starannie zaczesanymi włosami . Nie jest to uczesana półmałpa lecz dama (choć wystawiana w cyrku, o czym zapewne przesądziły o  pobudki materialne).

    Kwestia owłosienia  rzutująca na postrzeganie kobiety jako tej dzikiej, bliskiej naturze jest poruszana również w innych rysunkach – choćby Zdziczenie. Kobieta – z maską na głowie niczym żeński odpowiednik boga  o dwóch obliczach wykonuje wulgarny gest. Powołując się na to skojarzenie, głowa o dwóch twarzach łączona jest z staroitalskim bogiem Janusem – bogiem wejścia i wyjścia, początku i końca, dwoistości przyrody , integracji dwóch zasad stworzenia. Gest kobiety sugestywny, umieszczony na wysokości krocza staje się manifestem wobec statusu kobiety jako tej pozbawionej penisa. Co wg Lacana jest wyrazem pierwotnego doświadczenia straty, nieobecności pełni. Rekwizytem znajdującym się obok bohaterki jest wilcza skóra  spływająca z  wieszaka. Jest to jakby przypieczętowanie manifestu – zrzucenie skóry tej wiernej i uległej, statusu matki żony i kochanki. Łacińskie słowo lupa oznaczało  bowiem zarówno wilczycę jak i prostytutkę, stad lunapar – dom publiczny.  Zerwanie ze starymi więzami oznacza nowy etap – narodziny bojowniczki.

   Postać wilczycy obecna jest również w kolejnej pracy pt. Wiezy braterskie. Jest tu zilustrowany jakby kolejny etap wyzwalania jest spod męskiej dominacji. Następuje ceremonia wtajemniczenia, pakt zjednoczenia z naturą, przypieczętowany krwią.

    Zagłębiając się w ten wątek zauważyłam ze motyw zespolenia kobiecej i natury zwierzęcej często  pod postacią wilczycy jest szeroko rozpowszechniony w sztuce. Ujęły mnie szczególnie subtelne rysunki Jenny Kendler, której wszelkie akcje artystyczne zaangażowane są w walkę na rzecz ochrony zwierząt.  Równie fascynujące są rzeźby i instalacje Kendler, podkreślające silnie seksualną i cielesną wieź z naturą.

    Dwoistość natury wilczycy przejawia się w pracy Upsowienie bądź tytuł alternatywny, może bardziej adekwatny P(a)sujemy do siebie. Wedle konwencji średniowiecznych postać białego psa / wilka uosabiała wierność, dobro i wiarę, natomiast stworzenie o ciemnym umaszczeniu to wyraz pogaństwa i herezji. Moc płynąca miedzy nimi jest zarazem wzmacniająca i jak tytuł wskazuje psująca. Czy jest to rodzaj związku toksycznego? W każdej kobiecie drzemią różne natury, rozchwiane czasem wykluczające się. Taka jest już nasza siła, czasami przez mężczyzn postrzegana jako słabość..

    Do dopełnienia pełnego wachlarzu wcieleń wilczycy przywołam jeszcze rysunek Baranki. Jest to trawestacja porównania motywu baranka miedzy wilkami czyli Zuzanny pośród starców. Bawiąc się tą konwencją przedstawiłam Zuzannę – jako jedyna postać dziewczęca o niewykształconych w pełni cechach płciowych – karmiącą swoją krwią „zainfekowane” postacie baranków. To co uderza to być może drastyczność przedstawienia. Znów pojawia się spływ włosów ale także pęknięcie w okolicy jamy brzusznej z której dobywa się żar.  Chciałam w ten sposób ukazać motyw uświęcenia, nadać scenie charakter quasi-religijny. Znów fascynacja krwią, motyw „lalki” zawiodła mnie ku eksploracji tematu. Niedawno odkryta twórczość młodziutkiej dunki Marii Rubinke, zaintrygowała mnie. Tym bardziej ze artystka przy tworzeniu rzeźb posługuje się techniką  porcelany. Tematyka a przede wszystkim estetyka obiektów jest mi bardzo bliska, choć nie brak  także prac oscylujących wokół nośnych tematów ocierających się o kicz i tandetę.

       Wracając do postaci Zuzanny, uświęcenie tej postaci, sprawia ze staje się ona niedostępna – fascynująca ale poza zasięgiem. Jak zakazany owoc. Tak samo interpretowałam postać Katarzyny Tekakwitha, błogosławionej Indianki, będąca patronką bohaterów Pięknych przegranych. Zaślepieni miłością do niej, ekscytacją życiem XVIIwiecznej świętej, mianują ją powierniczką najskrytszych pragnień erotycznych. Nie idealizują jej, wręcz przeciwnie, w pewnym momencie pada pytanie z

ust F.:

„Czy doprawdy muszę się kochać w mutancie?”[4]

    Wedle podań ciało Katarzyny, zwłaszcza twarz była poryta bruzdami wskutek przebytej ospy. Można w tym miejscu odwołać się do obiektu Źródło przeoranego bruzdami, które w normalnych warunkach  wraz ze wzrostem drzewa zasklepiają się. Tak samo rany Katheri, zabliźniły się gdy Błogosławiona umierała.  Do końca swojego życia Katherina – notabene patronka ekologii – żyła w czystości codziennie odbywając dotkliwą pokute. Być może pewny siebie F. o instynkcie zdobywcy chciał złamać tą siłę, sięgając po to co „zakazane”  a może był zwyczajnie „zainfekowany”?

 http://zuloartifiziala.wordpress.com/2012/07/09/from-f-stories/

 Linki:

 

http://virginiamori.tumblr.com/

http://www.hansalf.com/uk/artist/maria-rubinke.html

http://jennykendler.com/home.html

http://www.juliakunin.com/


[1] Judith Butler, Podmioty płci/płciowości/pragnienia , (fragment książki Gender Trouble: Feminism and the Subversion of Identity, Routledge 1990), tłum. Barbara Kopeć, w: Spotkania feministyczne,red. Teresa Oleszczuk, Barbara Limanowska, Ośka, Warszawa 1994/95, s.60, za: Iza Kowalczyk Maskarady kobiecości: ostatnia kobieta, marzycielka, kobieta do zjedzenia, Matka-Polka, Barbie…, Artmix październik – grudzień 2001

[2] cyt. za: Katarzyna Lewandowska, tekst do katalogu From F.stories Moniki Mausolf, wystawy w ramach cyklu Debiuty,Toruńlistopad 2011

[3] Leonard Cohen, Piękni przegrani, Warszawa 2005, str.128

[4] Leonard Cohen, Piękni przegrani, Warszawa 2005, str.104

From F. stories projekt dokmentacja PDF

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s